Majowe refleksje!
Majówka zleciała dość pozytywnie. Tu wyjazd, tu jakaś impreza,a tam przejażdżka rowerowa. Spędzenie 5-u dni w nieustannym towarzystwie innych ludzi nie tylko dostarcza rozrywki, ale również pobudza do refleksji - tych drobnych jak i zarówno tych wow. To o czym opowiem Wam dzisiaj, leży gdzieś pomiędzy. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Pierwsze trzy dni majowe spędziłam w Krakowie. Nigdy jakoś bardzo nie przepadałam za tym miastem, ale wydaje mi się,że od tego momentu ulegnie to zmianie. Przeżyłam 3 niesamowite dni i chcę więcej, a warunki do życia jakie były mi dane, nie znajdują się w ofercie pięciogwiazdkowego hotelu.
- Nocowanie na twardych materacach, które niestety nie zasługują na tę nazwę.
- Oczywiście w śpiworach.
- W szkole, na sali gimnastycznej wśród co najmniej 100 obcych dziewczyn.
- Pięć pryszniców obok siebie, nieoddzielonych nawet najmniejszą zasłonką.
- Codzienne pobudki o 6:30.
- Odwiedzanie Kościoła trzy razy dziennie, bo to religijny wyjazd.
- Obiady bez większej klasy.
Ale było świetnie! Dlaczego? Bo byłam tam z ludźmi, z którymi się dogadywałam i dla których byłyśmy wzajemnie podporą, i najlepszym towarzystwem. Wielu w tym momencie nazwałoby to wyolbrzymianiem. Prawdopodobnie tak samo bym się zachowała, mając od dziecka takie standardy. Wielu uważa, że innego stanu rzeczy sobie nie potrafią wyobrazić. A jednak.. podstawówkę i gimnazjum przeżyłam na uboczu (jak zresztą wcześniej opisywałam). Byłam tylko cieniem, osóbką stąpającą po ziemi, bo stąpającą, aczkolwiek nie liczącą się. Elita. Nawet moja była przyjaciółka się tam znalazła. Wyjeżdżając na wycieczkę, trzymała się głownie z nimi. Jak zamieniła ze mną 3 zdanie, to już był cud. Zajmowali stoliki, a dla mnie nigdy nie było miejsca. Jej wielka impreza urodzinowa.. Wszyscy wiedzieli, że się przyjaźnimy. Jednakże nikomu nie przyszło do głowy, aby zaprosić mnie na urodzinową niespodziankę. TERAZ jest inaczej. Zawsze mam miejsce. Ludzie oglądają się za mną, gdzie jestem , gdy przez przypadek gdzieś się zawieruszę. Uwzględniają mnie na liście gości na imprezę, rozmawiają (i to wcale nie z przymusu czy kultury). Wreszcie czuję, że mam większą rodzinę, składającą się z więcej niż 3 osób, które sama wybrałam. A co najważniejsze.. Oni wybrali mnie! ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz