sobota, 28 lutego 2015

Nasza własna historia ❤

Każdy z osobna, każda osoba jaką znam ma swoją własną historię. Jedni dłuższą i skomplikowaną, a inni o wiele krótszą i banalną. Sami decydujemy o jej fabule. To my tworzymy własny ciąg wydarzeń, odczuwamy owoce sukcesów i gorzki posmak porażek. Nie mamy wyjścia. Musimy je przeżyć albo ... umrzeć. Bohaterami jesteśmy my. Ty, on, ja, a nawet ten czarny pies załatwiający się nieopodal sosny. Wszyscy, którzy to teraz czytają jak i zarówno ci, wylegujący się na plaży na wybrzeżu Dominikany. Dowolnie wybrany człowiek ma wkład nie tylko we własną egzystencję, ale również w wiele innych, osobnych jednostek. Często marnując swoje istnienie, niszczymy także cudze. Popełniając samobójstwo, burzymy cały świat naszych bliskich. Potrącając kogoś w wypadku samochodowym, skazujemy na udrękę nie tylko tego człowieka, ponieważ ofiarą jest cała jego rodzina.
Najbardziej jednak intryguje mnie życie ludzi, żyjących w ciągłej rutynie. Są tak pochłonięci spełnianiem każdego punktu dnia, iż nawet nie widzą, że ich egzystencja nie wzbogaca się o nowe doświadczenia. Dźwięk budzika rozbrzmiewa o godzinie 7:30. Leniwie zwlekają się z łóżka. Drepczą do kuchni po świeżą, aromatyczną jajecznicę - czasem zaszaleją, jeśli czas im na to pozwoli - i zrobią dodatkowe tosty z podwójnym serem! Luksus! Wychodzą do pracy, by przez 9 długich godzin harować jak wół dla pieniędzy, które i tak już mają w posiadaniu. Wracając, padają ze zmęczenia. Nie marzą o niczym innym niż ciepłym posiłku i śnie. Tym bardziej daleko im do zabawy z dziećmi, a nawet i na seks z żoną/mężem nie mają ochoty. Małymi kroczkami wszystko ulega destrukcji, jednak napięty grafik nie pozwala im dojrzeć problemów. Spostrzegają je dopiero wówczas, gdy nie istnieje żadna deska ratunku. Ich życie rozbija się na miliony kawałeczków. JEDNAK .. istnieje możliwość, iż dożyli własnych wnuków choć często i własne dzieci proszą swoich rodziców o opowiedzenie historii ich życia. W takich momentach człowiek sobie coś uświadamia. COŚ naprawdę cennego.  Dochodzi do wniosku, że nie przeżył życia. Nie ma pikantnych szczegół. Nie uprawiał dzikiego seksu z przypadkowymi ludźmi, nie wyjechał zwiedzać świata, nie przeżył niczego nadzwyczajnego. Żył młodo, wziął ślub i zatracił się w karierze. Jest tu coś wyjątkowego?
Ktoś mądry kiedyś powiedział:
"Żyj tak, aby wstyd było opowiadać, a największą przyjemnością będzie wspominanie."
Muszę powiedzieć, iż osoba ta należy do pewnego pokroju geniuszu. Mamy jedno życie i miliony możliwości na jego przeżycie. Ogromną niesprawiedliwością jest to, że możemy wybrać tylko jedną opcję. Jednak za nim ją wybierzemy, należy spróbować większości z nich. Celowo nie mówię, aby poznawać smaczki każdej, ponieważ to, mogłoby się okazać własną egzekucją - samowolnym pójściem pod gilotynę. Jeśli o mnie chodzi, chcę przeżyć życie na tysiąc różnych sposobów. Pragnę czerpać z niego pełnymi garściami, zaś na starość skręcać się ze śmiechu ze śmiechu z własnymi wnukami. Jestem młoda. To coś, co raz stracone, jest nieodzyskiwalne. Naprawdę warto jest tracić coś tak cennego, najważniejszy czas naszego życia? Pożądam własnej historii, bardziej niż ktokolwiek może sobie to wyobrazić. Nie zniosłabym świadomości, że jestem tylko nic nieznaczącym cieniem, który ulegnie wymazaniu wraz z ostatnim zaczerpniętym powietrzem. Zamierzam stworzyć coś niesamowitego i niepowtarzalnego. Jeśli będę żałować, a na pewno będę niektórych ruchów - trudno. Czasami warto zadać sobie pytanie: "czy to będzie miało jakiekolwiek znaczenie za 10 czy 20 lat?" W większości sytuacji odpowiedź będzie przecząca, więc nad czym się zastanawiamy? Do dzieła! Ruszmy tyłki i rozpocznijmy nowy rozdział wspaniałej historii naszego życia! 

wtorek, 24 lutego 2015

Cześć. Hola. Hey.

Tutaj jestem anonimowa. Nie wiem czy będę wiecznie. Na razie chcę spróbować w ten sposób. Jestem zwyczajną dziewczyną. W pędzie dzisiejszego świata, rzadko kiedy przystajemy i zastanawiamy się nad sobą. Nad rzeczami, które czynimy. A KAŻDY ruch ma znaczenie! Teraz, w tej właśnie chwili.. zatrzymajmy się na chwilę. Pomyślmy przez niecałą minutę czy jesteśmy dumni z tego, kim jesteśmy. Przeanalizujmy całe nasze życie, by dojść do chwili, kiedy wszystko się zaczęło. I najważniejsze.. JAK doszliśmy do bycia tym, kim jesteśmy? Zdradzę wam coś na samym początku. JA nie jestem dumna z siebie, mimo chęci zmiany tego - idzie mi fatalnie, jednak kiedyś mi się uda. Wierzę w to.