Od zalanie dziejów w szkole istnieją podziały na tak zwanych 'lepszych' i 'gorszych'. W zależności od czasów, w których żyjemy, przyporządkowana jest im inna nazwa: fejmy, popularsi, bogacze, elita. Społeczeństwo dzieli ludzi na grupy niezależnie od ich woli. Ci, znajdujący się w tych 'fajnych' oczywiście nie mają nic przeciwko, jednak co z tą drugą grupą? Skazani są na potępienie i nie mają większej siły przebicia. Bywają poniżani i ignorowani, a nawet i bez tych czynników czują się źle. Myślicie, że są aż tak głupi i nie domyślają się swojej pozycji w hierarchii szkoły? Oglądając wszystkie zdjęcia z imprez, dostrzegając kolejne twarze swoich znajomych, odczuwają ból z faktu nieznajdowania się na liście gości. Alkohol leje się litrami, wszędzie pety papierosów, tu zgon, tam zgon.. Nie jest im pisane przeżywanie tej cudownej, grupowej integracji. Czują się nikim. W każdym razie takie uczucia kryły się wewnątrz mojej psychiki za czasów gimnazjalnych. Byłam na marginesie drabiny społecznej. Byłam, bo byłam. Ludzie wspólnie imprezowali i na facebook'owej tablicy dzielili się swoim melanżowym życiem. Ja jedynie mogłam się temu przyglądać. Nawet będąc obecna na dwóch podobnych wydarzeniach, nie opuszczała mnie świadomość, że halo, przecież nikt tam mnie nie potrzebuje. Zniknęłabym, a nikt by się tym nie przejął, prawdopodobnie nawet nie zauważył. Po prostu byłam NIKIM, a przynajmniej tak myślałam. Samoocena spadała z dnia na dzień, czułam się głupsza, brzydsza i nic nie warta. Do szkoły chodziłam, bo musiałam. Często nawet bałam się tam iść. Gdy wchodziłam do szatni, elita zajmowała całą ławkę i nikt łaskawie nie miał się zamiaru posunąć, abym mogła się rozebrać i zmienić obuwie. Prawda jest taka, iż nikt nawet na mnie nie spojrzał. Nie był zainteresowany kto się pojawił, bo przecież wszyscy warci uwagi już znajdowali się w szatni. Zachowywali się tak, jakby byli panami świata. Nie mówię, że wszyscy, ponieważ były małe wyjątki, które niestety należały do rzadkości. Idąc do liceum modliłam się o nowa rzeczywistość. Chciałam uzyskać swój mały, liczący się głos. O niebo, chyba się udało, a nawet się nie starałam. Byłam sobą i nadal jestem. Czuję, że ludzie lubią mnie za to kim jestem, co robię. Chcą mnie poznać, są zainteresowani moim wnętrzem. Pragną mojego towarzystwa. Wreszcie czuję się kimś, jednak nie potrafię ukryć, jak wielkie piętno pozostawiło na mojej psychice gimnazjum. Tam bałam się odezwać, by nie zostać wyśmiana. Można powiedzieć, że byłam wręcz przyzwyczajona do ignoranckiej postawy wobec mojej osoby i wyśmiewania pomysłów. Teraz nasuwa się pytanie.. czy to ludzie stali się bardziej dorośli i zanim ocenią, postanawiają poznać.. czy to po prostu liceum, czy może jeszcze inny czynnik? W każdym razie, dzięki liceum zaczęłam wierzyć, że jestem warta coś więcej niż psie gówno i coraz bardziej cieszyć z tego kim jestem choć i tak nie jest to wystarczająco często.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz